Tag - człowiek

1
Wałęsa. Człowiek z nadziei? Film Andrzeja Wajdy

Wałęsa. Człowiek z nadziei? Film Andrzeja Wajdy

Wałęsa. Człowiek z nadziei? Film Andrzeja Wajdy.

Można Lecha Wałęsy nie lubić, można krytycznie oceniać jego przeszłość, szczególnie po ujawnieniu dokumentów z szafy Kiszczaka, lecz jednego tej postaci odmówić nie można – wpływu na to jak dziś wygląda Polska. Tylko z tego powodu filmy o robotniku z gdańskiej stoczni powstawały i powstawać będą, a sama sylwetka głównego bohatera nadaje im miano „must-see”. Nie inaczej jest z produkcją „Wałęsa. Człowiek z nadziei” w reżyserii Andrzeja Wajdy, który po raz kolejny opowiada o wydarzeniach na Wybrzeżu w latach 70. i 80.


Już tytuł najnowszego filmu nawiązuje do poprzednich dzieł laureata Oscara: „Człowieka z żelaza” oraz „Człowiek z marmuru”, choć oczywiście nie stanowi ich kontynuacji fabularnej. Główną osią akcji jest sławna rozmowa Lecha Wałęsy z Orianą Fallaci, włoską dziennikarką mającą w swoim dossier wywiady z największymi pośród ówczesnej elity.

Przebieg ich spotkania był burzliwy. Nie przypadli sobie do gustu: on – butny lider „Solidarności”, choleryk, i ona – dama obyta w towarzystwie, prowokatorka , żyli nie tyle po dwóch stronach żelaznej kurtyny, co urodzili się w zupełnie różnych światach. Nawet po latach czuli do siebie niechęć. Jednak właśnie ta rozmowa posłużyła scenarzyście Januszowi Głowackiemu do ukazania wypadków grudnia `70 oraz wydarzeń sierpnia roku 1980 z perspektywy Lecha Wałęsy.

Słowne utarczki włoskiej dziennikarki z liderem „Solidarności” przeplatają sceny z życia gdańskiego robotnika, niejednokrotnie stylizowane na ujęcia z tamtego okresu z wmontowanym materiałem archiwalnym. Poprzez ten zabieg „Wałęsa. Człowiek z nadziei” nie tylko naśladuje minione wydarzenia, ale jest swoistą formą udokumentowania historii, czym przywodzi na myśl „Człowieka z żelaza”. Niemniej pomiędzy filmem a faktografią istnieją  znaczące różnice.

Czasami twórców zbytnio poniosła wyobraźnia. Trudno przypuszczać, by obywatel Polski Ludowej mógł zdobyć wielki obraz Jana Pawła II wiszący w mieszkaniu Wałęsów, widoczny w tle podczas rozmowy gospodarza z włoską dziennikarką. Również Matka Boska w klapie marynarki lidera „Solidarności” jest jakby większa. Sam wywiad trwa krócej niż w rzeczywistości, trzydzieści pięć lat temu Oriana Fallaci spędziła u Wałęsy dwa dni z noclegiem. Uproszczenia można całkowicie usprawiedliwić, ale kolejne rozbieżności są bardziej ważkie.

Najwięcej kontrowersji wywołuje scena ratowania strajku po podpisaniu 15. sierpnia porozumienia z dyrekcją stoczni. Według relacji Walentynowicz odstępujących od strajku robotników powstrzymywała wraz z Aliną Pienkowską (żoną Bogdana Borusewicza), a pokazana na filmie Henryka Krzywonos nie była wtedy obecna. Motorniczyni zatrzymała tramwaj przy Operze Bałtyckiej, a nie jak przedstawia Wajda – w okolicy stoczni. Nieraz jeszcze jedne postacie pojawią się za często, rola innych jest pomniejszana.

Choć przeciętny widz nie wyłapie wielu takich uchybień, to te zauważone wywołają uśmiech na jego twarzy. Wparowanie Lecha Wałęsy do siedziby Komitetu Obrony Robotników przypomina bardziej szkolny teatrzyk niż opozycyjne działania, a jego próba ratowania kolegi spod czołgu w trakcie strajków ociera się o groteskę. Scenę podpisania lojalki przez głównego bohatera w latach 70. należy pozostawić indywidualnemu osądowi, ale usilne pokazywanie, że po tamtej stronie też byli przyzwoici ludzie, momentami wprawia widza w konsternację. Czy ubek przeszukujący mieszkanie Wałęsów mógł uklęknąć przed telewizorem na słowa „Habemus papam Karol Wojtyła”?

 Mimo zdarzających się nieścisłości historycznych jest coś w „Wałęsie. Człowieku z nadziei”, co zostało wyśmienicie skopiowane – zachowanie i wałęsizmy lidera „Solidarności”. Słuchając z zamkniętymi oczami wcielającego się w rolę Wałęsy Roberta Więckiewicza trudno odróżnić, czy to jeszcze film, czy nagrane wystąpienie byłego prezydenta. Bez wątpienia jest on najjaśniejszą gwiazdą w gwiazdozbiorze Wajdy. Mocna obsada, dobra realizacja techniczna i lekkie pióro scenarzysty -Janusza Głowackiego – mocno podnosi ocenę filmu.

Autor scenariusza nie bez przyczyny zostaje powyżej wymieniony. Mankamenty historyczne i panująca poprawność polityczna nie powinna przesłonić dobrze opowiedzianej historii. Narrację można nazwać gawędziarską: rwana, choć płynie przechodzi od jednej sytuacji do drugiej, pełna dygresji i wyolbrzymień, jak wspomniany obraz Jana Pawła II, stąd też niektóre zarzuty faktograficzne można wytłumaczyć konwencją filmu. Ponadto akcja jest wartka, losy bohaterów wciągające, pomimo że brakuje pośród nich rasowego schwarzcharakteru. Lechowi Wałęsie przydałby się godny przeciwnik –  osobowy, a nie tylko ten w postaci amorficznej komuny, aczkolwiek nie umniejsza to wcale wartości historii, tej pisanej małym „h”.

Ocenę Historii pozostawiam ludziom do tego przygotowanym, dokładną analizę strony artystycznej – krytykom, politykę – politykom. Jako widz z ciekawością i ze skrajnymi emocjami oglądałem „Wałęsę. Człowieka z nadziei”, film o osobie której rodacy zawierzyli swoje marzenia o lepszym życiu, i która to osoba jednych zawiodła, oczekiwania innych spełniła. Do tej drugiej grupy na pewno należy Andrzej Wajda, może dlatego właśnie przedstawił sylwetkę Wałęsy do roku ’89. Natomiast po wyświetleniu napisów końcowych, jako dwudziestoparoletni człowiek jestem przerażony, bo komu dziś można powierzyć swoje marzenia?

walesa_1